Posted in Grube historie

Resekcja żołądka – motywacja do decyzji

Resekcja żołądka – motywacja do decyzji Posted on 6 marca 2018Leave a comment

Jeśli tu jesteś, to znaczy, że albo zastanawiasz się nad zmniejszeniem żołądka, albo jesteś chwilę przed zabiegiem, albo ta sprawa dotyczy kogoś dla Ciebie bliskiego. Tak czy inaczej doskonale zdajesz sobie sprawę czym jest otyłość. Dziś o tym cholerstwie opowiem Ci z własnej perspektywy, a przy okazji poznasz moją największą motywację do zmiany i powrotu do zdrowia. Pierwszym krokiem do zmiany mojego życia była resekcja żołądka, o której znajdziesz sporo informacji na tej stronie.

Wielu szczupłym osobom wydaje się, że wystarczy się wziąć za siebie i będzie dobrze, albo że osoby otyłe to tłuste lenie, którym się nie chce. Pewnie w jakiejś części tak jest, ale to nie cała prawda. Od dziecka zmagałam się z nadwagą, szczupła byłam jedynie tuż po urodzeniu, później pomimo wielu prób, wielkiej mojej determinacji i determinacji rodziców w okresie mojego dzieciństwa na nic zdały się diety i różni lekarze. Po prostu niezależnie czy trzymałam się diety 1000 kcal czy całego wachlarza innych diet, dalej albo tyłam, albo waga stała mi w miejscu. Już kiedy studiowałam sama podejmowałam wiele prób, jedna z której byłam dumna, a mocno rozwaliła mi metabolizm trwała 1,5 roku. Nie jadłam właściwie mięsa, nie jadłam na mieście, jadłam prawie same warzywa i chudłam. Było to co prawda obarczone codziennym wylewaniem z siebie litrów potu, tak, tak, potrafiłam ćwiczyć 2h dziennie i prawie przy tym nie jeść. W końcu zaczęło mi brakować na wszystko siły i coraz więcej czasu zaczęłam spędzać przed telewizorem. Wtedy z ponad 100 kg zleciałam do 85 kg. Jaka ja byłam ładna, prawie szczupła, a co najważniejsze mogłam sobie pozwolić na wielogodzinną jazdę na rowerze, chodzenie po górach i całą resztę. No tak, ale to było do czasu. Coraz mniejsza waga wiązała się z coraz większym dołem i w sumie depresją. Z braku energii zaczęłam zamawiać jedzenie i leżeć przed telewizorem. Nie ćwiczyłam bo z braku mikroelementów bolały mnie stawy, coraz gorzej się czułam, więc więcej jadłam i piłam, aż w końcu z powrotem dobiłam najpierw do 100 kg, a później do 110 kg i tak leciało, aż doleciało do 127 kg. Oczywiście, że w tym czasie podejmowałam kolejne próby, kolejne diety, był Dukan, były niskowęglowodanowe diety, dziwne wynalazki z Chin, nic z tego. Z każdym kolejnym kilogramem do przodu spadała mi motywacja, powoli na swoim życiowym maszcie rozwijałam swoją białą flagę, aż w końcu rozwinęłam ją na 100%. Poddałam się. Przez prawie rok nie wychodziłam z domu jeśli nie musiałam, siedziałam i tyłam. Tyłam bo jadłam. Jedyną rzeczą, która dawała mi radość było jedzenie. Waga wcześniej zabrała mi wszystkie plany i marzenia. Zaczęły się bóle kolan, przerażający ból w plecach po przejściu 300 metrów, coraz wyższe ciśnienie, lęki i bezsenność.

W grudniu pierwszy raz pomyślałam o chirurgicznym leczeniu otyłości, mam to szczęście, że raczej wolę działać niż o tym myśleć i po przeczytaniu całego internetu na ten temat zadzwoniłam się umówić na konsultację bariatryczną. Spotkanie z lekarzem miałam 9 stycznia. Zabieg odbył się 6 lutego, szybko poszło.

Gdy to piszę mija dokładnie miesiąc od operacji. W ciągu tego miesiąca zrzuciłam 15 kilogramów, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Po prostu czuję, że wracam do zdrowia i do dawnej siebie. Mogę spacerować nawet dwie godziny i to nawet w dość szybkim tempie. Mogę jeździć na rowerze. Mogę wejść na 4 piętro z lekką zadyszką, a nie z obawą, że zaraz wyzionę ducha. Czuję, że mogę wszystko, a wiem, że to dopiero początek!

W procesie leczenia anoreksji nie mówi się o przybieraniu na wadzę, ale o powrocie do zdrowia, tak samo powinno być w przypadku leczenia otyłości – zrzucanie kilogramów, to jedynie pozytywny skutek uboczny w powrocie do zdrowia. Byłabym oszustką gdybym powiedziała, że nie zależy mi na fajnej sylwetce, ale jest to na drugim planie. Najważniejsze, to że chce żyć, chce żyć tak jak ja sobie to zaplanuje, a nie na co pozwoli mi moja waga. Chcę być zdrowa i cieszyć się każdym kolejnym dniem i wiem, że pomoże mi w tym resekcja żołądka. I tego też Wam życzę, tej radości, czerpania przyjemności z padającego śniegu, korzystania z każdego impulsu, żeby się wyrwać i w końcu wziąć głęboki oddech i móc pójść tam, gdzie tylko nogi poniosą i gdzie sięga wzrok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook